Wyrzucony do rowu - ofiara ludzkiego okrucieństwa

  


Kotek Staś walczy o życie po tym jak został potrącony przez samochód, a następnie wyrzucony przez kierowcę do rowu. Zamiast pomocy został skazany na śmierć. Szczęście w nieszczęściu, że widziałam to całe zdarzenie i mogłam mu pomóc. Staś musiał mieć szytą szyję, wargi i unieruchomione szczeki.... Ale żyje i walczy, aby dać radę.

 

 

 


kategoria: zwierzęta
województwo: mazowieckie
cel: leczenie

 
To był koszmarny dzień. Powrót do domu kosztował mnie zatem niemało wysiłku. Z pracy do domu muszę bowiem pokonać 85 km. Kiedy minęłam Słupcę miałam wrażenie, ze już nic nie może mnie zatrzymać i że zaraz padnę na łóżko.
Zza górki ukazał sie moim oczom dziwny widok, zatrzymująca się czerwonym autem kobieta a spod koła wystająca jakaś mała kocia kuleczka. Zwolniłam i przyglądałam sie co babka zrobi, byłam pewna ze wysiądzie i zawiezie kotka do lekarza. Wysiadła, podniosła kota i wyrzuciła go do rowu.
Wróciłam żeby sprawdzić czy naprawdę nie żyje. Jakże wielkie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam kotka z rozwaloną głową, czerwonym okiem znacznie wystającym z oczodołu i z rozwalonymi wargami. A jego ciałkiem wstrząsały dreszcze i oddech był przyspieszony.
Kotek żył – a kobieta która potrąciła go samochodem chciała skazać go na okrutną śmierć w męczarniach. Wzięłam go delikatnie i popędziłam do auta. Krew lejąca się z szyi ciekła mi po rękach.  Z powrotem do Słupcy miałam ok 15 km ale pędziłam jak na skrzydłach błagając żeby malutki przeżył.
Nie ruszał się, ale oddychał. Jego widok rozszarpywał mi serce. Wpadłam do pierwszego weterynarza, a tam panienka na widok kotka chwyciła się za głowę i mówi, że lepiej żebym jechała gdzieś indziej – cóż – to jakby odmowa udzielenia rannemu zwierzęciu pierwszej pomocy. Nie było czasu na dyskusje bo w rękach trzymałam malutkie ciałko potrzebujące ratunku. Czułam jak dyszy. Wpadłam do drugiego weterynarza błagając o pomoc. Tam panie natychmiast zabrały sie do pracy.
Kotka zabrały na salę operacyjną a mnie doprowadziły do porządku. Wieczorem weterynarz zadzwonił i wyjaśnił iż próbuje ustabilizować kotka po operacji. Staś bo tak nazwano kotka, musiał mieć szytą szyję, wargi i unieruchomione szczeki.... Ale żyje i walczy, aby dać radę.
Proszę pomóżmy mu wszyscy – każda złotówka wpłacona dla Stasia – to ratunek. Dziękujemy.
Darowiznę na leczenie kotka Stasia można przekazać również bezpośrednio przelewem tradycyjnym:
Fundacja Po prostu Pomagam
Zawadówka 44A Rejowiec 22-360
numer konta 47 2030 0045 1110 0000 0409 3920
z dopiskiem:  Darowizna Fundacja Animalia

Podsumowanie

Zebrano

970 zł

Potrzeba

900 zł
108%
Ilość Darczyńców: 33
Do końca pozostało: 2017-04-28 00:00:00
Zbiórka zakończona

Termometr

Wyrzucony do rowu - ofiara ludzkiego okrucieństwa

Zbiórka zakończona

Ostatnio pomogli

Przekaż swój 1% podatku - KRS 0000559099